Bieszczady online na Facebook:
Zaloguj się:
Nie masz konta? Rejestracja >

Z pamiętnika kolarki po przejściach

Trudne powroty z roweru

Miodówka. Ona wywołała wśród Szerszeni tę dyskusję. Niespiesznie jej kosztując zaczęliśmy przerzucać się mrożącymi krew w żyłach opowieściami o trudnościach, jakie najbliżsi piętrzą przed nami, cyklistami, we wściekłym amoku – całkiem zresztą uzasadnionej – zazdrości o rower.


Prawda jest bowiem taka, że kto prawdziwie pokochał dwa kółka gotów jest na poświęcenia godne najbardziej płomiennego uczucia. Każden rowerzyst zna one z własnej autopsji, mało tego – wierność im i hołd wieczny bezgłośnie wprawdzie, niewerbalnie, ale jednak ślubował. Co, oczywiście, przekłada się na praktykę, a o tej już ostatnio nudziłam.

Poiliśmy się zatem gromadnie naszą słodką pocieszycielką, gdy ktoś rzucił, że żony powinny być dumne ze swoich mężczyzn, dla zdrowia, urody, kondycji i zacieśniania kontaktów społecznych ujeżdżających swoje aluminiowe lub karbonowe rumaki. „Różnie z tym bywa”, zauważył ktoś inny. Prosit! „Ilu jest wśród nas takich, którzy welocyped trzymają u kolegi?” (dwie podniesione w górę ręce). Na zdrowie! „Żeby wyrwać się na rower muszę przez tydzień zmywać” (ktoś ze zrozumieniem pokiwał głową). Zdrówko! „Kiedy kupuję część do roweru tyle samo wydać muszę na żonę” (wszyscy ze zrozumieniem pokiwali głowami). No to chluśniem, bo...

Faktycznie, nie do pozazdroszczenia mają te moje chłopaki. Biedactwa. Po raz nie wiem który ucieszyłam się, że nie mam żony, choć jak niejednokrotnie już wspominałam moja gorsza i brzydsza połowa potrafi mi swoim kreatywnym podejściem do zagadnień higieny i porządku zaleźć za skórę wystarczająco, by rozważać tego rodzaju ewentualność. Bliższe mi to niż wymiana na lepszy model.

Nie zniosłabym mężczyzny, który spędza w łazience więcej czasu niż ja. Albo nie daj Boże kręci mi się po kuchni, wprowadzając tam swoje zasady... Ten brzydszy i gorszy jest zdania, że to doskonale rozumie, a mankamenty  jego usposobienia w omawianej kwestii to tylko wyraz szacunku dla moich przekonań, dowód bezgranicznego oddania, poświęcenia i miłości... Zabić to za mało. Urwać mu głowę i nasikać do środka? Czy może urwać mu rękę, a później mu nią wlać? Będę musiała się nad tym poważnie zastanowić...

Kiedyś. Nie teraz. Szczególnie, że w tej chwili akuratnie zaczęłam rozważać, jak to z tymi moimi wypadami na rower wygląda w naszym stadle?

Nakreślmy może, mniej więcej, obraz sytuacji. Średnia wieku w Roju to 40 lat... Oprócz mojej kuzynki, która ma obecnie ważniejsze i szczytniejsze cele w życiu niż uganianie się po szosach i zaliczanie kilometrów, jestem więc jedyną „czynną” kobietą. Który mężczyzna pozwolił by swojej połowie na ściganie się po drogach ze zgrają obcych facetów? Mój pozwala. Który chłop wypuszcza z domu swoją baburę i jej rower piątkowym świtem, by witać ją dopiero w niedzielę wieczorem, po tym, jak cały weekend spędziła wśród mnogości facetów z całej Polski, którzy zakochani są w dwóch (sic!) pedałach? Mój wypuszcza. Który samiec pozwoliłby, żeby ta piękniejsza i mądrzejsza spędzała pół niedzieli wśród obcych samców, kończąc z nimi każdy trening w miejscu o wdzięcznej nazwie Krowa, co skutkuje, obok znietrzeźwienia tym, że kłaniają mi się największe sztajmesy w mieście?

Prawdziwy anioł ten mój brzydszy i gorszy... Obiektywnie rzecz biorąc, w skrócie, dla postronnego obserwatora te moje powroty z roweru do domu wyglądają mniej więcej tak:
Ona (stoi w drzwiach, ledwo trzymając się mostka roweru): Zień dobry, kooooo...chaa... nie...
On: Gdzie byłaś?
Ona: Jak to zie? Na roooo... na roooo... na roooofesze... Oszyfiście....
On: To znaczy?
Ona: No... Zaaafody były. Szaaaa... Szaaaa... Szasófka... Snaszy się... Czaaaa-sófka...
On: Z kim byłaś na tych zawodach?
Ona:  Na jak to s kim? Sssss... S chłopakami pszesież...S Szerszeniami pszesież...
On: To konkurencja w piciu była?
Ona: No soś ty! Szartofnisiu, ty... Misiaszku... Słoneszko... Chsieliśmy tylko uszcić swycienstfo...
On: To gdzie masz puchar?
Ona: Ojej... chyba soooostał w Krofie... sapomniałam... saras frucę... chłopaki pefnie jeszszcze tam siezą...

No? Pytanie do panów: „który chciałby witać żonę w tak pięknych okolicznościach przyrody”?

Przyznać muszę, że chyba całkiem nie doceniałam dotąd tego brzydszego i gorszego, który mimo owych barwnych i bogatych w atrakcje powrotów nadal wypuszcza mnie z domu na rower. Niech już sobie luźno podchodzi do tego, co jest podstawowym warunkiem zgodnego i długotrwałego pożycia pozostających ze sobą w związku ludzi. Widocznie oboje mamy całkiem inne priorytety niż reszta społeczeństwa. Jakoś to przebolejemy. Mam nadzieję, że mamy na to dobre 60 lat, a może i dłużej.

greten

 

Szukaj informacji
zaawansowane >
BTC 1995 - 2010

15 lat

Bieszczadzkiego Towarzystwa Cyklistów

autor medalu Adam Przybysz